Poprzedni temat «» Następny temat
Valentine Cohen
Autor Wiadomość
Valentine Cohen




25


years old
Tatuażystka
kocham a można siebie?





Wysłany: 2018-04-05, 21:11   Valentine Cohen

Valentine Cohen
ft. Lucy HaleParoles Paroles
11.05.1993 Tel Aviv
średnie
na co komu miłość?
heteroseksualna
Tatuażystka

Historia

Ona- studentka filologii angielskiej na drugim roku studiów, brytyjka, miłośniczka podróży; on- rodowity hebrajczyk, szanowany i czarujący chirurg. Przypadkowo poznali się podczas wakacji we Francji. Od samego poznania się, pierwszego spojrzenia, pierwszego uśmiechu i pierwszych słów rozmowy obydwoje poczuli, że coś ich do siebie ciągnie. Z czasem zwykłe zauroczenie przemieniło się w miłość na całe życie - niestety, z początkiem roku akademickiego Gemma była zmuszona powrócić do Wielkiej Brytanii, a Joel z końcem długiego urlopu do gorącego Izraela. Jednak nie chcieli zniszczyć czegoś tak pięknego, regularnie do siebie pisali, wysyłali drobne upominki, a dwa razy w roku spotykali się w Paryżu, bądź rodzinnym domu dziewczyny, w Londynie. Po trzech latach znajomości, w rocznicę poznania, Joel oświadczył się - oczywiście wybranka jego serca przyjęła zaręczyny. Wraz z ukończeniem studiów przez Gemmę, zamieszkali razem w niewielkim domku w Londynie, należącym niegdyś do rodziców dziewczyny, w tym samym roku jeszcze biorąc skromny ślub. Owy rok był szczęśliwy dla świeżo upieczonego małżeństwa - pod jego koniec okazało się, że spodziewają się dziecka. Co do samego małżeństwa, pomimo różnicy jedenastu lat dogadywali się jak z nikim innym wcześniej, rozumieli się bez słów, w okolicy uchodząc za wzorowe małżeństwo chirurga i nauczycielki historii. Po dziewięciu miesiącach niecierpliwego oczekiwania na narodziny córki, na świat przyszedł Sawyer, który jednak nie okazał się córką, czym przysporzył swoim rodzicom kłopotów szybkim remontem pokoju i zakupem chłopięcych ciuchów. Oprócz tego nie sprawił im innych problemów, był wyjątkowo spokojnym i cichym dzieckiem, przesypiał całe noce, dzięki czemu Joel wraz z Gemmą mogli starać się o upragnioną córeczkę. I może zabrzmiało to źle, ale nie, Sawyer wcale a wcale nie był nieszczęśliwym dzieckiem, a rodzice ze względu na rozczarowanie go nie chcieli, oczywiście, że nie! Był dla nich takim małym aniołkiem, którego zazdrościły wszystkie matki w okolicy, narzekając na swoje rozwydrzone dzieci, co dawało małżeństwu kolejny powód do dumy, że oni takiego problemu nie mają. Jednak pomyśleli o tym trochę za wcześnie. W niecałe pięć miesięcy później Gemma odkryła, że jest w ciąży, co świętowali całą rodziną wraz z rocznicą narodzin ich pierwszej latorośli. Tak jak pierwsza ciąża poszła jak z płatka, bez jakichkolwiek powikłań i problemów, tak druga ciąża już w pierwszym miesiącu została ciążą zagrożoną. Osłabiona ciężarna zrezygnowała z pracy przynajmniej do rozwiązania, aby nie stracić dziecka. Z dnia na dzień było coraz gorzej, Joel nie potrafił już patrzeć na cierpienie swojej żony, nawet odbył z nią rozmowę czy nie zdecydować się na aborcję, a starać się o drugie dziecko mogliby dalej - Gemma odpowiedziała tylko, że chyba jest chory. Tydzień później z licznymi protestami swej małżonki zawiózł ją do pobliskiego sanatorium, w celu unormowaniu jej i dziecka stanu. Jednak było już za późno - w drodze poroniła. Strata jeszcze nienarodzonej córeczki wywarła wielki szok w całej rodzinie Cohen. Gemma popadła w depresję i w nałóg alkoholowy, Joel chodził rozkojarzony, czego o mało nie przypłacił stratą posady, a mały Sawyer, nieświadomy wszystkiego wokół, zamknął się w sobie. Ze wzorowego małżeństwa stali się niezwykle nieszczęśliwym, dziesiątki sąsiadek i sąsiadów pukało do ich domu z szczerym współczuciem i chęcią pomocy, czym tylko drażnili pogrążoną w żałobie rodzinę, którzy sądzili, że nie potrzebują żadnej pomocy. Wszystko doszło do tego, że zrozpaczona matka spróbowała popełnić samobójstwo, a gdyby w ostatniej chwili jej mąż nie wypłynął z nią na powierzchnię na pewno by jej tu teraz nie było. Owy incydent i wiele innych, trochę mniejszych, sprawiły, że głowa rodziny w końcu wzięła sprawy w swoje ręce i pomimo setek obelg i wyzwisk ze strony swojej żony, spakował wszystkie rzeczy, sprzedał dom i wyjechał z żoną i zdezorientowanym synem do rodzinnego miasta Joela. Na początku cięzko było przestawić się Gemmie na język, który pomimo że znała, odrobinę sprawiał jej kłopoty ze zrozumieniem, ale nowe otoczenie i nowi ludzie w wielkiej mierze przyczynili się do poprawy ich stanu i samopoczucia. Cała trójka otoczona opieką psychologa zaczęła dochodzić do siebie, Sawyer otworzył się na świat, stając się ciekawym świata ponad rocznym dzieckiem, Gemma znalazła pracę w miejscowej szkole podstawowej, na jej twarzy coraz częściej i częściej ponownie zaczął gościć uśmiech, a Joel, jak to Joel - nadal pracował jako chirurg, a praca w jego rodzinnym mieście była bardziej wymagająca od tej, do której przyzwyczaił się kilka lat wcześniej. Zwieńczeniem tego, że z całą rodziną już wszystko w porządku była wieść o tym, że Gemma zaszła po raz trzeci w ciążę. Ale chwila, czy ja powiedziałam, że postaram się dojść do momentu w którym wkroczyła w życie w miarę sprawnie? Ciąża przebiegła bezproblemowo i bez jakichkolwiek powikłań, o które tak bardzo się martwili Cohenowie, jednak i tak Gemma uważała na siebie jak nigdy przedtem. I tak, Valentine Cohen przyszła na świat z wielkim krzykiem o trzeciej nad ranem 11 maja, przyspieszając swoje narodziny o dwa tygodnie. Już od pierwszych godzin życia została otoczona miłością swoich rodziców, brata, dziadków, babć i reszty rodziny, a nawet personelu szpitala, oczarowanym czymś, co robiło z niej wyjątkową, małą istotkę. Wszystko wydawało się być w jak najlepszym porządku, ale do czasu. Mniej więcej mając miesiąc, a warto tu wspomnieć, że była istnym przeciwieństwem swojego starszego o dwa lata brata, lekarze zdiagnozowali u niej kolkę niemowlęcą, niby nic poważnego, ale nie raz jej rodzice ze stresu i bezczynności nie wiedzieli co z tym zrobić. Dopiero po trzech albo aż czterech miesiącach "wieczorna kolka" minęła, lecz przez częsty płacz głos Vee na zawsze pozostał zachrypnięty. Ale pomińmy teraz ten fakt. Valentine rosła jak na drożdżach, wcale a wcale nie była spokojna jak Sawyer, była i jest jego istnym przeciwieństwem, słychać było ją w całym domu, a jak zaczęła raczkować, a potem i chodzić, to nie można było za nią nadążyć. Była zanadto ciekawskim dzieckiem, wszystkiego musiała dotknąć, spróbować, być zawsze otoczoną innymi. Owa ciekawość i ruchliwość doprowadziła do kilku wypadków, po których ma większe bądź mniejsze blizny na całym ciele. I to był kolejny powód do zmartwień Gemmy i Joela. Fakt, że nie mogła usiedzieć spokojnie na miejscu martwił ich, że może i jest chora na adhd. Przypuszczenie, niestety, okazało się prawdą. W pierwszych latach życia nie mogli z tym nic zrobić, jedynie Gemma musiała zrezygnować z pracy nauczycielki, aby całkowicie poświecić czas dla córki i zorganizowanie jej aktywnie każdej minuty, gdy Sawyer już chodził do przedszkola. Mała Vee była wyjątkowo pozytywnym dzieckiem. Jej śmiech rozchodził się po całym domu, a uśmiech nie schodził z jej twarzy, nawet jeśli się przewróciła, uderzyła to jedynie otrzepała się i poszła dalej, nawet jeśli okazało się, że rozcięła sobie rękę. Po prostu nie dało się jej nie kochać. W wieku siedmiu lat poszła do szkoły, gdzie od razu zjednała z sobą wielu przyjaciół, ale i też kilku wrogów, bo przecież nie jest zupą pomidorową, aby ją wszyscy lubili. Poprzez swoją wrodzoną towarzyskość i przyjacielskość, nie potrafiła po prostu przejść gdzieś samotnie, zawsze musiała być z kimś, po prostu była uzależniona od innych ludzi. Fakt ten nie był na rękę chłopcom, którzy nieszczęśliwie się w niej zauroczyli, ale nie wiedzieli bowiem, że ją w cale to nie kręci. Owszem, w większości jej znajomymi byli chłopcy, przez starszego brata miała po prostu z nimi lepszy kontakt. Miała jedynie kilka przyjaciółek, które bardziej interesowała wspólna zabawa niż to jak wyglądają albo to, że ten chłopiec jest taki słodki...Uczyła się dobrze, powiedziałabym nawet bardzo dobrze- przodowała w historii i języku angielskim, typowa humanistka, ale to nie znaczy, że z pozostałych przedmiotów miała dwójki i jedynki. Uczyła się całkiem względnie i dzięki temu jej być albo nie być było pod znakiem zapytania, bowiem była takim diabełkiem, nie umiejąc się podporządkować regułom. U dyrektora była częstym gościem, takim, że nawet później jej wizyty skończyły się tym, że po prostu traciła lekcję, rozmawiając z dyrektorem o czymkolwiek, gdyż nie wiedział już jak do niej przemówić. Z końcem jednej szkoły, a początkiem drugiej na szczęście z tego wyrosła. Nie była już nadpobudliwym dzieckiem dzięki wszelakim zajęciom sportowym po lekcjach, lekarstwach, a i wyjazdach po całym świecie w wakacje. Łącznie w czasie swojego dotychczasowego życia spędziła około roku w lesie na wyjazdach biwakowych, a sport i podróże stały się jej pasją. W gimnazjum nie miała typowego okresu buntu, może jedynie czasami kłóciła się z rodziną o błahostki, ale z rodzicami i bratem od zawsze miała jak najlepszy kontakt. W wakacje podróżowali niemal po całym świecie, płynęli kajakami i łódkami, chodzili na skałki wspinaczkowe, a z wiekiem zaczęli się wspinać po prawdziwych górach. Gimnazjum, jak to gimnazjum, czas imprez, pierwszych chłopaków, pierwszych razów itp. Pierwszy pocałunek już miała dawno za sobą, bo w przedszkolu, pierwszy swój raz przeżyła w wieku piętnastu lat ze swoim przyjacielem, który potem został jej chłopakiem. Była na tyle bystra i znała umiar, że zachowywała odpowiedni balans pomiędzy imprezowaniem, a nauką - potrafiła tak zorganizować sobie czas, że jednego wieczoru potrafiła i nauczyć się do ważnego sprawdzianu z fizyki i pójść na imprezę. Myślę, że warto tutaj napisać o kontaktach Vee - Sawyer. Rozumieli się jak nikt inny wcześniej. Pomimo różnicy wieku, charakteru i osobowości byli dla siebie najlepszymi przyjaciółmi, odpowiednio się dopełniali, on kiedy zbyt przesadzała, prostował ją, a kiedy on zbyt przesadzał z byciem poważnym, ona sprawiała czymkolwiek, że już takim nie był. Niektórzy z ich szkoły biorąc pod uwagę, że są tak blisko posądzali ich nawet o kazirodztwo. Po tym, jak wyjechał na studia do Francji pisali do siebie regularnie i nie dało się ukryć, że za sobą tęsknili jak brat za siostrą. Dlatego gdy Valentine skończyła liceum wybrała się do Francji, po prostu poszła za braciszkiem. Dostała się na studia mimo, że kompletnie nie szło jej to po myśli, ale przecież raz się żyję, prawda? Dlaczego by też nie spróbować swoich sił jako studentka. Niestety po roku studiów jak to Val znudziła się tym całym studiowaniem, bo przecież ileż można się uczyć, a raczej imprezować, bo tak naprawdę wyglądało całe to jej studiowanie. Znalazła dorywczą pracę jako kelnerka, ale za jej pyskate zachowanie jak szybko ją dostała, tak szybką ją straciła. Po tym czasie przez pewny okres siedziała w domu, rozwijając swoje zdolności artystyczne. Wspomniałam już wcześniej, że Valentine uwielbiała rysować? Począwszy od głupich bazgrołów po portrety. Niestety, ale przecież pieniądze się kiedyś skończą, a rodzice wiecznie wysyłać nie będą, więc postanowiła spróbować swoich sił jako tatuażystka, co tak naprawdę od dłuższego czasu ją podniecało, i chciała poczuć jak to jest tworzyć sztukę na czyjejś skórze.

Charakter


Valentine, Vee, Val, nazywana różnie, nawet i psycho ze względu na to że nie jest całkowicie normalna. Więc jaka jest? Pierwsze słowo jakie mi się ciśnie na usta to pozytywna. Jest optymistką jakiej mało, uśmiech nieustannie gości na jej ustach, że nawet niektórzy podejrzewają, czy tak nie ma na stałe, zaraża śmiechem i pozytywną energią wszystkich dookoła, nawet największych smutasów i samotników. I tak, ma stwierdzone adhd, ale dzięki tabletkom i codziennym ćwiczeniom w miarę potrafi wysiedzieć kiedy na prawdę musi, czyli przy swoim stanowisku pracy. Z pewnością jest ostatnią osobą, którą zobaczysz smutną i, o zgrozo, użalającą się nad sobą. Żyje według zasady, że z życia trzeba się cieszyć, nigdy niczego nie żałuje, działa impulsywnie i spontanicznie, przez co jest nieprzewidywalna i często lekkomyślna. Nie raz powiedziała coś, co kogoś uraziło (a przecież wiadomo, że ona umyślnie obraża kogoś tylko z miłości!) albo wyznała coś, czego nigdy, przenigdy by nie powiedziała. Ale cóż każdy czasami popełnia błędy, tak? Jak już wspomniałam, jest duszą towarzystwa. nie potrafiłaby przeżyć na bezludnej wyspie, bo po prostu już po kilku minutach zmarła by z samotności. Czy to ona lgnie do ludzi, czy to ludzie lgną do niej, nie mi to oceniać. W przeszłości miała kilka sytuacji, w których osoby, które uważała za swoich przyjaciół, okazywali się wcale takimi nie być, plotkując na jej temat na prawo i lewo albo pokazywać się z nią w szkole tylko dla swoich chorych przyjemności, dlatego też nie jest już taka ufna jak była kiedyś, co nie zmienia jednak faktu, że bardzo szybko, na swoje nieszczęście, przywiązuje się do innych. Można jej zaufać. Pomimo tego, że jest cholerną gadułą, to są rzeczy o których nie piśnie słówka, więc możesz śmiało powierzyć jej jakiś sekret, mając pewność, że go nie wygada. Zawsze jest po to, aby wysłuchać, pocieszyć, poradzić. Jest tym typem osoby, która tak naprawdę bardziej troszczy się o innych niż o siebie. Przyjaciel ma problem? jasne, rzuca wszystko co robiła, nawet jeśli to było najważniejsze zlecenie i leci mimo co. Naprawdę za swoich przyjaciół skoczyłaby w ogień. Chociaż nie jest zamożna, jej rodzice nie zarabiają bóg wie ile, pracują jak normalni ludzie, Vee zbiera oszczędności i później oddaje je na fundacje oraz na schroniska, sama zresztą często uczęszcza wszelakich akcjach, odwiedza domy dziecka, pomaga starszym, wyprowadza psy ze schronisk, po prostu przykładna wolontariuszka. Szkoda, że tylko w wirze pomagania wszystkim wokół zapomina o sobie samej i kilka razy już wylądowała w szpitalu z odwodnienia i przepracowania. Wspomniałam już, że jest straszną gadułą? Potrafiłaby przegadać każdego, buzia się jej nie zamyka, z każdym znajdzie jakiś temat do godzinnych rozmów. Rozmawia również do siebie, najczęściej w chwilach słabości, aby dodać sobie otuchy. Kocha spać tak samo jak jeść, budziki już od kilku lat nie zdają egzaminu, kiedyś budził ją koncert patelniany tuż nad uchem lub wyniesienie łóżka przed dom. Teraz? Cóż, już niezbyt. Ale na pewno bardzo szybko się budzi pod wpływem łaskotek, a ma je praktycznie wszędzie, co kilka osób perfidnie wykorzystuje. A co jeśli jakimś cudem pierwsza wstanie, a reszta śpi? Jak to co, najwymyślniej jak to możliwe wszystkich budzi, chyyyba, że akurat jest tak dobra, że się nad kimś zlituje. Spóźnialska jakich mało, a co za tym idzie? Zapominalska. Na spotkania z nią nie staraj się być punktualnym, bo nawet jeśli umówicie się na, daną godzinę, to nie wiem jakby się starała i tak przyjdzie jakieś pół godziny później. Było kilka sytuacji, kiedy nie spóźniła się, ba, nawet przyszła o 30 minut albo o godzinę wcześniej, ale wtedy na prawdę musi jej na czymś zależeć. Czy do zainteresowań/ciekawostek, ale niech już będzie, kocha jeść! Obiady je za troje, obiady za czworo, kolacji ile wlezie, podjadając jeszcze między posiłkami- nie może nawet wybrać swojego ulubionego dania! Masz jakieś jedzenie na zbyciu? Wal prosto do Vee, wiesz gdzie mieszka! A nawet może jeszcze się z tobą podzieli! Nie da się zaprzeczyć, ale straszny z niej uparciuch i bałaganiara. Jest bezpośrednia. Coś jej nie pasuje? Powie to. Uważa, że jesteś przystojny? Powie to prosto w oczy, bez znaczenia w jakiej sytuacji, więc nie ma z nią owijania w bawełnę. Gdzieś tam głęboko jest nieodkryta cząstka jej romantycznej, ale nie aż takiej, że nagle stanie się marzycielką, marząc, o mężczyźnie idealnym, księciu z bajki, ani zacznie czytać non stop romanse i płakać na komediach romantycznych, no błagam was. Tak na prawdę jest damską wersją Piotrusia Pana, jest z tych niewielu osób, które grają jeszcze w gry planszowe, karciane, chodzą do wesołych miasteczek i zoo, potrafią się dobrze bawić bez alkoholu, grając w butelkę, berka, cokolwiek, a chłopak, który kupiłby jej nie wiadomo jak drogi prezent, nie zaimponowałby jej, wręcz przeciwnie, poczułaby się obrażona, że ktoś próbuje zyskać sobie w jej oczach bądź kupić jej miłość.

Ciekawostki

>

» Kocha się przytulać i siedzieć komuś tzw. "na barana"
» Ma specyficzny akcent- niby hebrajski, ale daje się usłyszeć trochę brytyjskiego » podobno zawsze ma zimne ręce i stopy, chociaż jakoś tego nie odczuwa
» Uwielbia kawę, za nią dałaby sobie rękę uciąć, gdyby akurat w takiej cenie ją sprzedawali. A za mrożoną? Może nawet i oddałaby dwie.

Inne


Znak zodiaku: Byk.

Wykształcenie: Średnie.

Wzrost i postura: Hobbit, 163 cm, szczupła.

Znaki szczególne: Kolczyki w miejscach intymnych oraz parę drobnych tatuaży na ciele, w końcu tatuażystka, nie?

Kolor oczu: Piwne.

Choroby, alergie i urazy: Adhd.

Leki: Przyjmuje leki na adhd, antykoncepcję też.

Fobie: Jedyna jej fobia to pozostanie samemu jak palec.

Marzenia: Jej marzeniem jest zostać najbardziej szanowaną tatuażystką we Francji i paru innych zakątkach świata w tym jej rodzinnego Izraela.

Majątek: Można powiedzieć, że zarabia całkiem dobrze jako tatuażystka.
[Profil]
 
 
Audrey Lavedieux-Léaud




31


years old
artystka malarka
kocham Francoisa i bliźniaki






Wysłany: 2018-10-07, 12:44   

Akceptuję!

Miło, że do nas wróciłaś! Liczę, że spędzisz z nami miłe chwile! :)

  
[Profil] [WWW]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do: