Poprzedni temat «» Następny temat
Sypialnia Val
Autor Wiadomość
Valentine Russell
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-14, 14:48   

Ale też z drugiej strony to było totalne zaskoczenie dla tej dwójki, że jest tutaj razem z nią i sobie leżą śmiejąc się jakby to co byłop przed paroma chwilami nigdy się nie wydarzyło. Zawsze tak jest, że przez jakiś się sprzeczają a za chwile jak gdyby nigdy nic już się śmieją z tego co było. I to w tym wszystkim było takie przyjemne. Tak to było zdecydownie jak roller coaster i owszem jako przyjaciele nie mieli raczej czasu na to by myśleć o nich w jakiejś głębszej relacji. Ona była pochłonięta swoim zawodem, on był pochłonięty alkoholem i panienkami, więc nie było możliwości i czasu. A teraz? Teraz jest inaczej. Nagle przyszedł na to czas, dotarły do nich pewne sprawy.
Też tego nie lubiła, ale jeżeli wiedziała o czymś co mogło w jakiś sposób pomóc drugiej osobie to nie zawachałaby się tego powiedzieć, bo po co? Wtedy świat stałby się o wiele lepszy, haha. Ohoho, Iven był zazdrosny no nie może być. Oj wcale mu nie wysyłała sprzecznych sygnałów tylko czasami całkowicie na te małe całuski na zasługiwał, na przykład dzisiaj, więc proszę mi tu o zadnych sprzecznych sygnałach nie pisać (xD). Kiedyś trzeba było mu pokazać, że ona też w jakimś stopniu jest nieśmiała i czasami się rumieni na te wszystkie komplementy.
Zaśmiała się cicho, pstrykając go w nosek.
- Kiedy nadejdzie czas i pora to na pewno Ci o tym powiem.
Puściła mu perskie oko, rozmarzając się przy tym własnie uśmiechu. Uwielbiała go. Był taki szczery i kochany. Co on wyrzucił jej tu patyczek od lizaka, co on jej śmieci? A to menda przebrzydła. Ale zmiękła kiedy ją zgarnął w objęcia. Racja, nagle przed oczami jej stanęła ta dziewczyna, ale cóż poradzić.
- Kwiatuszku. Skąd mam wiedzieć o kim mówisz? Jeszcze przed chwilą kazałeś mi spierdalać.
Wzruszyła ramionami, jakoś mocniej po tych słowach go przytulając. Może to strach, przed straceniem chłopaka? I znowu zaczął się z czegoś chichrać, a ona nie wiedziała dlaczego.
- Dobrze, będę się trzymać z dala od jego dzieł.
 
 
Iven Faure


Wysłany: 2014-12-14, 15:11   

To zawsze się tak kończyło. Tym bardziej, że nie tak znowu rzadko dochodziło między nimi do spięć, przy wybuchowym charakterku Valentine nie było o to trudno. On też nie zawsze na wszystko jej pozwalał, szczególnie kiedy miał gorszy dzień albo któreś z jej słów ubodło jego męską dumę.
No no, już nie tak tylko alkoholem i panienkami. Chociaż w sumie... no dobra, Iven był zbyt pochłonięty swoim życiem niepoprawnego imprezowicza ale całkiem dobrze mu tak było. Czasem miewał takie chwile, że tęsknił za tą beztroską i wszystkim co się z nią wiązało. Życie bez wyrzeczeń, gdy cały czas coś się działo, codziennie poznawał nowych ludzi i próbował czegoś nowego. A teraz? Dom, dziecko... szaleństwo. Na szczęście dziewczyna mąciła mu w głowie i dostarczała ciągle nowych wrażeń, tak, że nawet nie miał czasu wdawać się w głębsze dywagacje. Nie miał na to czasu.
Z perspektywy Ivena to były mega sprzeczne sygnały! Raz czułość, zaraz odrzucenie, krzyki i obelgi. A on po prostu starał się to wszystko ogarnąć. Gdyby powiedziała słowo, zniknął by z jej życia, tylko po to, żeby była szczęśliwsza, jednak pomimo tego bałaganu czuł, że jest o co się starać więc walczył, próbując rozegrać to najlepiej jak potrafił.
Była słodka i miała w sobie coś z takiej dziewczynki, właśnie to chyba w niej lubił. Była taka inna od kobiet w jego życiu, bardziej skryta i delikatna. Sam nie umiał tego określić.
No właśnie, taki kochany i czuły i w ogóle, pomyślałby kto, że te wszystkie historie o tym ile lasek nie zaliczył to zwykłe bajki. To one przecież musiały go podle wykorzystać i zgwałcić najpewniej, bo jak taki słodziak miał to zrobić? No urodzony aktor, nic się nie poradzi, chociaż właśnie przy Valentine mógł być sobą i jedyne co ryzykował to jakiś kopniak albo coś w tym stylu.
- A jeśli ja chcę teraz?- ledwo powstrzymywał śmiech, cała ta sytuacja była uroczo absurdalna. Raczej nie liczył na buzi bo w końcu na nie nie zasłużył. Na pewno nie dzisiaj.
- Kwiatuszku? O matko, Russell, nie rób ze mnie pedała.- natychmiast się obruszył, słysząc to określenie- Ty też kazałaś mi spierdalać a jednak tu jestem. To chyba mówi samo za siebie?
W tym momencie postanowił wziąć sprawy w swoje ręce, no bo ileż można tak ze sobą pogrywać? Przetoczył się tak, że teraz znajdował się nad dziewczyną, wcześniej pozbywając się z ust fajki i oparł łokcie tak, że pomiędzy nimi znajdowały się jej ramiona. Zbliżył swoją twarz do jej twarzy, ich nosy prawie się stykały. Znów się uśmiechnął, jednym ze swoich najbardziej czarujących wyszczerzów.
- Jesteś najfajniejszą laską w Paryżu i właśnie z tobą chciałbym się spotykać.- mówiąc te słowa, jego oczy błyszczały w nikłym świetle lampki nocnej, czyli jego jedynego źródła w tym pomieszczeniu. Czuł się trochę jak szesnastoletni dzieciak, ze swoją pierwszą dziewczyną, gdzieś w pokoju gdy za ścianą matka gotuje obiad a wokół leżą porozrzucane zeszyty. I w sumie, tak trochę te jego słowa zabrzmiały ale... chrzanić to. Nikt nie mówił, że muszą być wiecznie poważni i dorośli.
[Profil]
 
 
Valentine Russell
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-14, 15:44   

Warto również dodać, że dziewczyna to chodzące ADHD dlatego też nie panowała nad swoimi emocjami, czy ruchami. No bo jeżeli ktoś ją niesmowicie zdenerwował nie mogła się przed tym powstrzymać i musiała komuś dać po twarzy, albo gdziekolwiek indziej taka już była i nie miała z tym problemu, a jeżeli komuś to przeszkadzało to na siłe nikogo trzymać przy sobie nie będzie.
No, ale tak było najcześciej bo ona nie wie co on tam robił oprócz tego. Ponadto sporo muzykował, to jeszcze o nim wiedziała. I będzie musiała go namówić, żeby jej coś zademonstrował, bo była niesamowicie ciekawa jego talentu. Kiedyś w końcu musiał podjąć odpowiednią decyzję inaczej nic z tego by nie wyszło, prawda?
Bo te rzeczy działy się tak szybko, a niektóre sytuacje zmuszały ją do takiego zachowania, ale już nie przesadzajmy że ona tak często pokazywała swoją złość. Chyba tak jak dzisiaj się zachowywała to nigdy przedtem nie widział. Pokazała swój pazur i to, że należy się wszystkiego po niej spodziewać. I to, że potrafi walczyć o swoje, o.
Może to było to, że jest niska? Bo gdyby nie była to już nie przypominalaby takiej słodkiej dziewczyneczki. I sam fakt, że na ogół była grzeczna, a ta tykająca bomba pojawiała się w niej niespodziewanie i wtedy wszyscy byli w szoku jak taka dziewczyneczka może być taka niedobra. Dokładnie, jedynie co ryzykował to kopniak bądź jakieś delikatne przyduszenie, ale tylko delikatne żeby nie było.
Uśmiechnęła się pod nosem, ponieważ był strasznie niecierpliwy. Może i nie zasłużył, ale miała dobre serce i ona również chciała tego, więc po prostu przysunęła się do niego, tak że ich twarze dzieliły milimetry. Musnęła jego wargi, przymykając powieki. Były słodkie, od lizaka wiśniowego.
- No już przestań narzekać, no! Będziesz kwiatuszkiem i już. Żadnego pedała z Ciebie nie robię, Ty głupcze.
Warknęła. I nagle wylądował nad nią, a ona zaśmiała się cicho pod nosem. Dała mu delikatnego pstryczna w brodę. Oh, jaki przyjemny komplement padł z jego ust, na który szeroko się uśmiechnęła.
-Kocham Cię, Faure.
Spojrzała mu głęboko w oczy, na chwilę przestając oddychać.
 
 
Iven Faure


Wysłany: 2014-12-14, 16:20   

No w końcu on też do flegmatyków nie należał ale najczęściej dobrze się dogadywali i to było najważniejsze. Iven zawsze znalazł sobie jakąś rozrywkę, niestety, najczęściej nielegalną albo szkodliwą więc raczej nie kwapił się do tego, żeby się chwalić tym jak spędza czas. Jego "koledzy" zwykle mieli niewybredne pomysły, a on pisał się na każdy z nich, szczególnie kiedy był pijany. Coś w stylu "Że jaaaa nie zrobię?! Potrzymaj mi piwo!", bo tak to się zwykle zaczynało.
Faktycznie, jeszcze chyba nie słyszała, jak gra a on jakoś nie palił się do tego, żeby dla niej zagrać. Ostatnio w ogóle o gitarze zapomniał, brzdąkał sobie czasem w domu, kiedy nikogo więcej tam nie było no i okazyjnie w ramach dorywczej pracy. Sam nie wiedział dlaczego, bo gitara to w sumie magnes na laski ale nie lubił się tym chwalić, że gra.
W jakiś dziwny, chory sposób to co dzisiaj pokazała... podobało mu się. Jednak potrafiła być spontaniczna i czasem wyłączała zdrowy rozsądek a wiadomo, że on sam nie miał z tym większych problemów, czego dobitnym przykładem była chociażby Leo. No właśnie, Leo, zupełnie o niej zapomniał- musi jeszcze zajrzeć do niej przed wyjściem, w końcu obiecał. A ta mała bestyjka potrafiła dać się we znaki i zrobić prawdziwą scene dopóki nie postawi na swoim.
Pocałunek był o tyle niespodziewany, że nie zdążył nawet zamknąć oczu, wpatrując się w twarz dziewczyny, teraz tak blisko niego. No cóż... żałował, że nie mogą już tak zostać, do rana. Kiedy odsunęła się, uśmiechnął się, nieco nieprzytomnie, wciąż czując dotyk jej ust.
- I co, czuć wiśnie? Jeśli nie jesteś pewna, zawsze możesz spróbować jeszcze raz i się upewnić.
No dobra dobra, znając życie jakkolwiek by nie protestował i tak będzie go nazywała tak jak zechce, taki z niej mały szatan był. Byle nie przy ludziach.
Na ten prztyczek w nos po prostu się uśmiechnął i kłapnął zębami, jakby chciał ją ugryźć. Jednak uśmiech szybko zniknął z jego twarzy, kiedy usłyszał te słowa. Cholera... był w szoku. Niby tyle na nie czekał, niby doskonale wiedział... a jednak, kiedy usłyszał, nareszcie wprost, to było jakby prąd przeszedł przez jego ciało. Patrzył prosto w jej oczy z niedowierzaniem i aż mu się w głowie zakręciło. Zamiast mówić cokolwiek pocałował ją, żarliwie jak chyba nigdy, zachłannie, bo teraz już mógł.
- Ja... ciebie też.- szepnął gdy na chwilę odsunął swoje usta, by za chwilę znów nimi przylgnąć do warg Valentine. Całował ją tak, jakby chciał poczuć smak tych słów, które przed chwilą usłyszał, jakby chciał je z niej wyciągnąć i schować gdzieś z tyłu głowy, żeby już zawsze móc je mieć przy sobie. Tylko dla siebie.
Przeciągnął dłonią po twarzy Valentine, schodząc niżej, żeby w końcu dotrzeć do jej brzucha, wciąż ukrytego pod materiałem sukienki. Zmarszczył go, zaciskając palce. Jego pocałunki schodziły coraz niżej, zatrzymując się na szyi dziewczyny, którą swoją drogą uwielbiał. Chyba jedna z jego ulubionych części kobiecego ciała. Czuł rosnący apetyt na więcej, nawet nie myśląc co tak naprawdę właśnie się dzieje- to było zbyt nierzeczywiste aby było prawdziwe.
[Profil]
 
 
Valentine Cohen




25


years old
Tatuażystka
kocham a można siebie?





Wysłany: 2018-10-05, 21:07   

ssss
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do: