Poprzedni temat «» Następny temat
Le salon by the des Ecrivains
Autor Wiadomość
Gilles Garnier




32


years old
czujny strażnik Francji
kocham gryźć






Wysłany: 2017-11-03, 02:06   

Gilles dopiero co się zorientuje, że Cherry tu pracuje, a ona już chce zmieniać pracę? No nie może być. Wciąż przyzwyczajał się do powrotu, czas wypełniały mu obiadki u rodziców, szkolenia po godzinach pracy i nadrabianie zaległości, niestety nie w kontaktach międzyludzkich, a co za tym idzie nie zdołał powiadomić niektórych, a właściwie większości, znajomych o swoim permanentnym powrocie. Jak dziewczyna dowie się, że od kilku miesięcy jest w Paryżu to dostanie mu się po uszach.
Jego wzrok nadal tkwił w tekście na obwolucie, kiedy kątem oka zobaczył, że ktoś się do niego zbliża. Podniósł głowę i… Szczęka. Mu. Opadła. Zanim wyjechał czasem spotykali się tu na kawie, bo to miejsce, otoczone jest aurą czytelnictwa, co im obojgu niesamowicie pasowało, zdarzało się, że Cherry przynosiła mu stąd kawę, kiedy w pracy nie miał czasu na chwilę oddechu. A teraz sama tu pracuje? Wskazywałby na to jej strój, bo to on pierwszy pojawił się w jego polu widzenia.
- Cherry! – odpowiedział równie wesoło widząc ją przed sobą i poderwał się z głębokiego fotela, żeby wymienić się z nią pocałunkami.
- Czytam… siedzę... stoję – wymienił uśmiechając się szeroko. Od rana, a właściwie od dłuższego czasu nie przytrafiło mu się nic co wywołałoby u niego tak szczery uśmiech. – Właściwie to zatrzymałem się wracając z pracy, a ty… widzę jesteś w trakcie? – dopytał unosząc brwi, po tym jak powstrzymał się od zapytania głupio co ona tu robi. Ta świadomość powstrzymała go też od rozpoczęcia paplania.
- Masz może czas po pracy? – wypalił nie mogąc się posiąść z radości, że ją tu spotkał. – Zaczekam aż skończysz – dodał nierozsądnie, bo przecież nie mógł wiedzieć czy już kończyła czy dopiero zaczęła zmianę, ale czujne oko i intuicja mówiły mu, że Dufort ma niedługo fajrant.
_________________

Gilles Garnier
In a dream I was a werewolf
[Profil]
 
 
Cerise Dufort




21


years old
barista
kocham Berrego






Wysłany: 2017-11-03, 15:27   

Myślę, że w tym wypadku powinien sobie odpuścić mówienie jej od kiedy jest w mieście. Tyle przeszła, była sama, więc potrzebowała jakiegoś wsparcia, z pewnością byłoby jej przykro, że Gill był i mogła przynajmniej z nim porozmawiać, ale nic o tym nie wiedziała.
Cóż, nie wiem, czy ona kiedykolwiek chciała tu pracować. Znała i lubiła to miejsce, najwidoczniej oni również ją kojarzyli, co pozytywnie wpłynęło na jej zatrudnienie. Musiała w końcu jakoś na siebie zarabiać.
Była naprawdę szczęśliwa, że go widzi. To od razu poprawiło jej humor i pewnie do końca zmiany będzie wyglądać o wiele przyjemniej dla klientów. Może nawet dostanie jakiś napiwek?
- Cóż... tak, jestem w trakcie. - odparła z westchnieniem. Oboje wiedzieli, że taka praca nie była nigdy jej szczytem ambicji.
- Pewnie. Niedługo kończę, więc byłaby super nadrobić ploteczki. - odpowiedziała zadowolona. Miała ochotę już teraz się stamtąd wyrwać i zaczerpnąć świeżego powietrza. Chyba ten dzień nie był aż tak zły jak się jej wydawało.
- Przyniosę ci kawę. Tę samą co zawsze? I może skusisz się na kawałek czekoladowej tarty? - spojrzała na niego i zachęcająco poruszyła brwiami. Pewnie czas jej pracy kończył się mniej więcej w tym momencie, kiedy Gill uporałby się ze swoją kawą i ciastkiem, dlatego to zaproponowała.
_________________

Cerise Dufort

[Profil] [WWW]
 
 
Gilles Garnier




32


years old
czujny strażnik Francji
kocham gryźć






Wysłany: 2017-11-03, 18:58   

O ile nie będzie dociekliwa i nie będzie dopytywać raczej sam z siebie nie będzie jej się chwalił, że od kilku miesięcy nie dawał znaku życia, a w każdej chwili mógł z nią zamienić kilka słów przy kawie. Nawet nie będę sugerować, że mogła przecież zadzwonić, bo Gill znając Cerise doskonale wie, że ona przecież nie lubi rozmawiać przez telefon. Faktycznie od czasu, kiedy ostatni raz się widzieli w jej życiu wiele się wydarzyło, a on był tego świadomy tylko z przelotnych SMSów i obiecywał jej spotkanie, kiedy tylko uda mu się wrócić na stare śmieci.
Gilles w sumie mógł już zapomnieć o jakiejkolwiek konstruktywnej lekturze.
- Koniecznie. No dobrze, dobrze. To ty sobie pracuj, a ja sobie grzecznie posiedzę – skwitował patrząc na nią jakby nadal był zaskoczony ich spotkaniem i próbował ogarnąć ją wzrokiem ustalając ze samym sobą, że ma jeszcze ostatnią klepkę i nie wyobraził sobie tego wszystkiego. Po prostu nie mógł się nadziwić, że ją tu spotkał. Spacer planował dopiero później, ale psu będzie raczej wszystko jedno czy przedzie się z nim i Cherry czy pobiega z nim później.
- Jeszcze pytasz? Czy kiedykolwiek odmówiłem czekoladowej tarty? – zapytał retorycznie, udając urażenie. – Latte z przesadną ilością cukru, czyli tak, taką jak zawsze. I absolutnie masz mi niczego nie stawiać – dodał marszcząc brwi i grożąc jej palcem.
Przywitawszy się opadł z powrotem na fotel i zanurzył palce w długiej sierści mastiffa, który zaciekawiony patrzył na lekkie zamieszanie, które wywołało pojawienie się dziewczyny, wyczuł też podekscytowanie swojego pana i kiedy ten usiadł od razu wcisnął mu nos pod kolano.
_________________

Gilles Garnier
In a dream I was a werewolf
[Profil]
 
 
Cerise Dufort




21


years old
barista
kocham Berrego






Wysłany: 2017-11-05, 20:12   

W sumie nawet jeśli nie lubiła rozmawiać, to zadzwonić mogła, bo minęło sporo czasu. Jednak miała na głowie tyle swoich spraw, że nie chciała nikomu zawracać nimi głowy. Bo co, miała zadzwonić i udawać, że wszystko jest okej? Niby zawsze tak robiła, ale na pewno ją to męczyło.
Przytaknęła i uśmiechnęła się do Gillesa promiennie. Cieszyła się, że na siebie wpadli. Musieli jakoś nadrobić ten czas, kiedy go nie było!
Zaśmiała się, gdy zabronił jej płacić za jego kawę i ciasto. Miała więc w zanadrzu jeszcze zniżkę pracowniczą, którą planowała mu w takim razie naliczyć. Przecież byli znajomymi, nie mogła mu dać tych normalnych, pewnie dość wysokich cen. Poza tym to zawsze miło, jak znajomi w jakiejś knajpie opuszczą kilka złotych.
Po kilku minutach wróciła do niego z ciastem i kawą. Nie bardzo mogła kontynuować ich rozmowę, w sumie zostało jej niewiele pracy, więc po prostu się za nią zabrała. Krzątając się po sali i zbierając kolejne zamówienia, widziała Gillesa, który popijał kawę. Czekanie na koniec zmiany i spotkanie z nim strasznie ją cieszyło. Po zgarnięciu od niego pustego kubka i talerza oraz zakończeniu pracy, była gotowa, by gdzieś z nim wyjść.
- Jakiś pomysł? Chcesz gdzieś iść? - spytała przyglądając się to raz jemu, raz uroczemu psu, od którego nie mogła oderwać wzroku.
_________________

Cerise Dufort

[Profil] [WWW]
 
 
Gilles Garnier




32


years old
czujny strażnik Francji
kocham gryźć






Wysłany: 2017-11-08, 05:15   

Gilles podzielał jej entuzjazm. Kiedy odeszła od jego stolika znów spojrzał na trzymaną w dłoni książkę i po raz pierwszy spojrzał na tytuł. „Życie seksualne bliźniaków syjamskich”. Dość ochoczo otworzył książkę na piątej stronie przeskakując przez dedykację i nieistotne sprawy tego typu.
Kiedy Cerise przyniosła mu tartę i kawę podziękował jej serdecznie i odprowadził wzrokiem, kiedy odchodziła. Pochylił się do przodu w fotelu czytając i jednocześnie rozpływając się nad czekoladowością ciasta, które powoli jadł. Chociaż to co robił z czytaniem miało to niewiele wspólnego. Słowa gubiły się gdzieś po drodze do jego mózgu, a głowa odwracała mu się w stronę sali, po której krzątała się jego przyjaciółka. Nie pamiętał, kiedy ostatnio widział ją tak entuzjastyczną. I w ogóle, kiedy ostatnio ją widział. Zupełnie zapominając o bliźniakach syjamskich wodził za nią wzrokiem spekulując sam ze sobą nad tym jak się zmieniła, w sumie nadal była tą samą Cherry, ale twarz miała taką inną, już nie tak dziecinną. Wydoroślała. Kilka razy próbował wrócić do książki, ale pod koniec strony nie pamiętał już co było na początku, więc odpuścił. Nie sądził, żeby była to wina autorki, więc obiecał sobie, że wróci jeszcze do tej szalenie ciekawej lektury. Dokończył kawę rozglądając się po sali, patrząc na dziewczynę, na innych klientów i za okno przy którym siedział.
Płacąc popatrzył podejrzliwie na Dufort, bo był pewien, że ta naliczyła mu rabat, po czym zaśmiał się cicho.
- Zaproponowałbym coś przyjaznego dla mojego dzieciaka – rzucił poprawiając szelki na wielkim cielsku psa. – Może Jardin des Tuileries? Tam może sobie pobiegać bez smyczy i potarzać się w trawie, kiedy my będziemy mogli pogadać – popatrzył na Cerise, która zdawała się nie móc oderwać wzroku od Plafonda. – Albo ty się z nim potarzasz a ja będę was doglądał? – zaśmiał się ubierając kurtkę.
_________________

Gilles Garnier
In a dream I was a werewolf
[Profil]
 
 
Cerise Dufort




21


years old
barista
kocham Berrego






Wysłany: 2017-11-21, 18:11   

Spojrzała na psa, gdy Gilles wspomniał o dziecku. Przez jej głowę przemknęła myśl, czy o czymś nie wie. Możliwe, że była niedoinformowana, w końcu nie widzieli się kilkanaście miesięcy. Niemniej jednak wierzyła w swoją inteligencję oraz poczucie humoru przyjaciela.
- Och! gdyby tylko wiedziała, to wzięłabym Berrego. - westchnęła niezadowolona. Trzeba pamiętać, że Cherry przecież miała psa! Dostała go od Charlesa, był to śliczny czekoladowy labrador. To dopiero był jej najlepszy przyjaciel. Berry i Cherry. Kochała go najmocniej.
- Mogę przystać na wersję z tarzaniem się, ale... wpadnijmy proszę po Berrego! Moja współlokatorka nie będzie musiała z nim wychodzić, a on będzie przeszczęśliwy z wizyty w parku. - zrobiła proszącą minkę i zatrzepotała rzęsami.
- Założę się, że się polubią. - dodała, jakby mówiła o dziecku. Jej pies był spokojnym i poukładanym zwierzakiem, lubił inne zwierzaki i z entuzjazmem chadzał na spacery. Myślę, że to dopiero mogłaby być wyprawa! Policyjny pies i jej gapciowaty labrador.
_________________

Cerise Dufort

[Profil] [WWW]
 
 
Gilles Garnier




32


years old
czujny strażnik Francji
kocham gryźć






Wysłany: 2017-11-28, 01:02   

Na szczęście oprócz tego niemal osiemdziesięciokilowego psiaka nie miał innych dzieci, przynajmniej nie takich, których był świadomy. Chociaż gdyby miał już jakiekolwiek mieć to wolałby być ich świadom, potem to zawsze dość specyficzna niespodzianka, kiedy nagle się okazuje, że ma się nastoletnie dziecko. Kiedyś miał taką akcję, ale jakoś skończyło się na niczym i jakoś nigdy o tym nie rozmyślał. Nieistotne, Cherry i Berry!
- Nie no jasne, że po niego pójdziemy, nie musisz nawet się tak dopraszać, nie przepuściłbym okazji uszczęśliwienia twojego psa. Ani żadnego psa – uśmiechnął się i z trudem powstrzymał się od poklepania Cherry po głowie, kiedy tak słodko minowała i machała do niego rzęsami.
Plafond był taki jak jego pan, z jednej strony spokojny i wyciszony, z drugiej, dominujący, pełen energii i chęci do zabawy. Dopiero niedawno wyszedł z wieku szczenięcego i wcale nie widziało mu się całodzienne kanapowanie. Zresztą pies o takiej masie i wielkości nie nadawał się na kanapę. Na szczęście szkolenie policyjne pozwoliło go niejako okiełznać. Niejako, bo nie była to rasa zwyczajowo używana jako psy policyjne. Garnier uważał, że takie ujęcie tematu pomaga zachować element zaskoczenia, bo to przecież powinien być owczarek, labrador, golden albo rottwailer, nie? A tu, ha! Niespodzianka! I jak zwykle średnio przejmował się tym jak długo musiał szkolić swojego pupila, żeby dał radę zdać te wszystkie konieczne testy.
- Co do tego nie ma wątpliwości, jestem pewien, że nieźle razem narozrabiają – podjął temat. – To jak? Idziemy? – wyprostował się i wystawił w stronę Cherry lewy łokieć tak by mogła oprzeć się na jego ramieniu dość sugestywnie, półżartem półserio, unosząc brwi.

[jak chcesz możemy się gdzieś przenieść, niech pani dyktuje warunki pani admin]
_________________

Gilles Garnier
In a dream I was a werewolf
[Profil]
 
 
Jungkook Jung




22


years old
spec od tworzenia kryminałów
kocham nierealność

Wysłany: 2018-06-05, 20:30   

To był jeden z tych nielicznych dni, gdy Jungkook - tak, właśnie ten Jungkook Jung - ewidentnie nie miał nastroju do pisania. Wypróbował już bodajże wszystkie możliwe metody, aby przywrócić siebie do zdrowych zmysłów; łącznie z moczeniem swojej gorącej głowy pod strumieniem lodowatej wody, jak i odwiedzenia paryskich kloszardów, aby chociaż oni go natchnęli do kolejnego rozdziału w swojej najnowszej kryminalnej powieści. Być może głupotą było podchodzenie do człowieka żyjącego na ulicy, który mógłby komuś takiemu jak jemu najprawdopodobniej odgryźć rękę na powitanie, ale Jungkook lubił ryzykować.
Ewentualnie szokować bądź dokuczać.
O! Zdecydowanie lubił dokuczać swojemu pewnemu kumpelkowi, któremu z premedytacją opowiadał o swoich zawiłych i makabrycznych fantazjach dotyczących jego przyszłych czysto-fabularnych ofiar. Nawykł już do tego, aby przy filiżance gorzkiej, czarnej kawy móc się bezkarnie przyglądać jego wszystkim emocjom wypisanym na twarzy, jakie wtedy ukazywał; lubił również widzieć jego zabawne miny, gdy samemu zaczynał się nagle bawić swoim kolczykiem tkwiącym na dolnej wardze, lub gdy przypadkowo odciągał czarny golf od swojej szyi, niby przypadkiem ukazując na jasnej skórze plątaninę czarnych tatuaży zdobiących jego ciało. Czasami specjalnie, aby wkurzyć swojego równolatka - to zamawiał po kilka filiżanek czarnego napoju i ze znudzoną miną, po kolei wrzucał do ich spodeczka drobne kostki cukru, namawiając przy tym Taehyunga, aby założył się z nim, w której filiżance słodkość się szybciej rozpuści.
Innym razem, gdy ten krążył między stolikami, uwijając się jak w ukropie, to Jungkook łapał go czasami za skrawek fartucha i przyciągając jego drobną posturę do siebie, z krzywym uśmiechem zaczynał jego roboczym wdziankiem przecierać swoje szkła od okularów. Takich drobnych sytuacji w jego wykonaniu było już tysiące. Niektóre przypominały mu ich wspólnie spędzone chwile i rozmowy w londyńskich zakątkach, a inne na nowo pozwalały mu odkryć kolejną twarz przyjaciela. Dość często zakradał się też do jego kanciapy pracowniczej, aby móc się tam rozwalić na skrzypiącym tapczanie i wbrew zakazowi palenia - właśnie na złość całemu światu - zapalał tam waniliowego papierosa. Spoglądał wówczas w sufit służbówki, na który jakiś czas temu przykleił mu plakat pewnej koreańskiej idolki, którą - na Boga! - szczerze kochał i rozmyślał o życiu. Za to jeszcze chętniej myszkował mu po szufladach, aby natrafiając na coraz to ciekawsze egzemplarze paryskich gazet, dziecinnie mu się na nich podpisać, niekiedy i zapisując na nich krótkie wierszyki po francusku.
Dzisiaj zaś cholernie potrzebował takiej rozrywki. Nawet zwykłej rozmowy z Taehyungiem.
Korzystając z burzowej pogody, pognał więc między uliczkami w stronę kawiarnio-księgarni, aby dopiero po dobrym kwadransie dotrzeć do swojej ulubionej ostatnimi czasy miejscówki. Bełkotliwie coś świergocząc po francusku do mijanego klienta w drzwiach tejże kawiarni, zdołał jednocześnie pozbyć się z siebie długiej - bo niemalże do kolan - rozpinanej koszuli w pionowe biało-czarne pasy. Z dumą pokazując światu swoje dziary nieco kuśtykając, udał się wreszcie do najbardziej odległego stolika i atakując niczym drapieżnik ten najwygodniejszy i przede wszystkim wolny fotel wreszcie poczuł się w tym miejscu jak u siebie w domu. Było to zresztą zaciemnione miejsce, otoczone większą ilością regałów z książkami i dobre do obserwowania kogoś takiego jak Taehyunga. A raczej do obserwowania każdego, kto okaże się godny do obserwacji.
Poprawiając na nosie swoje bryle, przygryzł bezwiednie swoje usta i nieśpiesznie muskając końcem języka metalowe kółko na dolnej wardze, ponownie zerknął w kartę zamówień, co by zająć swoje myśli nazwami dziwnie brzmiących ciastek, byleby tylko odsunąć się od swojego chwilowego kryzysu twórczego oraz narastającej niecierpliwości, by wreszcie ujrzeć swego kumpelka.
Po chwili (bo on jednak nie zna znaczenia słowa cierpliwość) zasłaniając się menu, wyciągnął z kieszeni swój nieco zniszczony telefon i odszukując w kontaktach odpowiedni numer, bez namysłu wcisnął zieloną słuchawkę.
Czekał jeden sygnał, drugi i nawet trzeci, gdy po chwili ponad kartą zamówień zauważył człapiącego naokoło kumpelka, który przyzwoicie się krzątał przy innych stolikach. Ewentualnie szukał pod nimi jakichś zaginionych napiwków albo dorzucał komuś do napoju podejrzanych substancji.
We Francji w końcu wszystko jest możliwe! Skoro żabojady potrafią zeżreć na surowo cielęcy móżdżek niczym miskę galaretki imbirowej, to jego kumpel z powodzeniem mógłby robić zakazane rzeczy w swoim miejscu pracy.
Nie przestając do niego dzwonić, podgiął nogi w kolanach i buńczucznie jak na dwudziestodwulatka oparł się nogami o podnóżek stojącego naprzeciw niego fotela. Obserwując przyjaciela spod lekko przymrużonych powiek, zaśmiał się bezgłośnie na jego dziwne poczynania i gdy ten odebrał przychodzące połączenie, to odezwał się chrapliwie do głośnika:
- Topielce czy wisielce? Co jest teraz w gorących, francuskich trendach aniołku? - wymruczał leniwie do aparatu i całkowicie chowając się zza kartą przysmaków, zachichotał - Może stworzę jakiegoś żabojada, który zechce zjadać inne francuskie, człekokształtne żabki na kolacje, huh?
Niemalże miauknął do swojego telefonu i zamykając oczy, położył sobie w końcu na twarz rozkładaną kartę, aby nikt się na niego zbyt ostentacyjnie nie gapił.
- Do której siedzisz w brudnej robocie? Przyszedł dzisiaj na kawusię ktoś ciekawy?
[Profil]
 
 
Taehyung Min




22


years old
student i barista
kocham siebie?

Wysłany: 2018-06-10, 20:07   

To był jeden z nielicznych dni, gdy Taehyung miał dobry humor. Ale taki naprawdę, naprawdę dobry, że był w stanie uśmiechnąć się do wszystkich klientów, którzy robili mu pod górkę. A wbrew pozorom takich znalazło się już kilku; marudzący na to, że kawa nie smakuje jak powinna - choć to nie wina chłopaka - albo że za gorąca, czy zimna… Marudzili na wszystko, co było możliwe, ale tego dnia Tae był naprawdę cierpliwy. A wszystko dlatego, że nadchodził weekend, a on miał wolne.
Boże, jak on dawno nie miał takiego prawdziwego, w całości wolnego, weekendu. Zawsze ciągnęły się za nim obowiązki, praca, czy studia, a teraz mógł robić co tylko chciał. Wyjątkowo miał ambitne plany. W sobotę planował pójść na zakupy, bo toczy się po Paryżu w tych samych ciuchach od miesięcy, jak nie od lat i w jego szafie, jak na ironię, znajdowały się w głównej mierze ubrania zimowe. Nic nie mógł biedak poradzić na to, że zdecydowanie preferował garderobę zimową, czyli golfy, płaszcze, urocze sweterki i inne fatałaszki. Musiał kupić jakieś t-shirt czy choćby spodnie trzy czwarte, bo w to lato ugotuje się i nic z niego nie zostanie. Potem planował pójść na rower, zwiedzić na nim miejsca, w których nie był przez cały ten czas, od kiedy tu mieszka. Wieczór finalnie chciał spędzić w kinie na jakimś filmie i to zupełnie sam. Niedziela była do spania w całości. Po południu ewentualnie pójście na coś dobrego na miasto.
Taehyung był typem samotnika, a samotność nie bolała go tak bardzo jak normalną osobę. Nie potrzebował uwagi, ale równocześnie nie czuł się aż tak przytłoczony, gdy ktoś chciał z nim spędzić czas. Uważał się za zabieganą osobę, dlatego chwila relaksu - nieważne czy w samotności, czy z kimś - była dla niego istnym zbawieniem.
Właśnie dlatego miał dobry dzień.
Koreańczyk właśnie położył filiżankę kawy na stoliku znajomego klienta, kiedy komórka zaczęła mu wibrować. Nie przestając kręcić się między stolikami, wyciągnął z kieszeni fartucha telefon i już jakby wcześniej przeczuwając najgorsze, wydął z niezadowoleniem wargę i ukradkiem odebrał, słuchając słów rówieśnika.
- Zaczynam się zastanawiać czy piszesz kryminały czy horrory - odparł, przyciskając tacę do klatki. - Nie mógłbyś po prostu, no nie wiem, wygooglować coś sensownego? Albo pójść porozmawiać z jakimś śledczym? Jestem tylko kelnerem, małpiszonie, a zadajesz mi pytania, jakbym był co najmniej oficerem - odparł, marszcząc nos z niezadowoleniem. Taehyung podszedł do lady, jeszcze nie zauważając chowającego się za kartą chłopaka; odłożył tacę i unosząc leniwie kącik ust, parsknął cichym śmiechem wprost do telefonu. - Chyba, że jesteś tak chorobliwie stęskniony mojego głosu, że tak desperacko starasz się wymyślić jakiś powód do zadzwonienia.
Ciemnowłosy przeczesał dłonią włosy, obracając się przodem do wnętrza lokalu i ilustrując dwóch klientów, a raczej trzech - dodatkowo tego zasłoniętego menu. Tae pokręcił głową z niedowierzaniem, zagryzając wewnętrzną stronę policzka.
- Sam nie wiem, przyszedł? - zapytał retorycznie, kierując się ku chłopakowi powoli. - Sami, tacy jacyś, nachalni. I dziwni z deczka, mają takie gogle na nosie i lubią chować się za kartami. I sknerzy, bo nic nie zamówią, mimo że siedzą już w kawiarni piętnaście minut - powiedział cicho, odsuwając krzesło naprzeciwko Kuksona. Tae opadł na krzesło, rozłączył się i łapiąc dwoma palcami kartę, wyjął ją z dłoni ciemnowłosego. - Kończę za godzinę, a co? Zaproponujesz mi dobrego drinka albo chińskie jedzonko? - zapytał, splatając ręce na klatce piersiowej.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do: